środa, 19 kwietnia 2017

Lidl - ciemna strona bycia rodzicem!


Już przy pierwszym dziecku zastanawiałam się o co chodzi z tymi ekstra promocjami z Lidla?!? Ile razy chciałam kupić jakieś ciuszki dla Frania to trzeba było wstać wcześnie rano i oglądać niemal pole bitwy, jakąś wojnę o bodziaczki dla naszych maluszków. Najgorsze zawsze były starsze panie, które dla swoich wnuczków były gotowe dać się pokroić przy tych koszach byle tylko coś zdobyć. Sama nie raz brałam udział w tej wojnie poniesiona emocjami i chęcią zdobycia tego co mi się podoba. Moja walka nigdy nie przybierała żadnej brutalnej formy, ale zdarzało mi się kupować po 10 sztuk jakiegoś asortymentu, oglądać dokładnie w domu i po namyśle 7 z nich oddawać. Ileż to razy irytowalam się, że przyjechałam do tego chrzanionego Lidla (12 km) a tam wszystko już wybrane, puste kosze! Bezsens jakiś. W moim lidlu zawsze jest pełny kosz ubranek dla dziewczynek, a pusto w chłopięcych... Jeśli masz dziewczynkę zapraszam do mojego Lidla, pełno ciuszkow dziewczęcych na wyprzedaży.
Lidl doprowadził do tego, że ludzie biorą wszystko co im wpadnie w ręce, zabierają do domu, tam na spokojnie się zastanawiają i potem oddają. Sprzedawcy toną później w stertach zwrotów i wszystko później idzie na wyprzedaż... Gdzie logika? Kiedyś Pani w kasie była w lekkim szoku gdy stanęłam przed nią z siatką koszulek do oddania... Oddaje Pani 10 sztuk? A co miałam walczyć w tym tłumie ludzi patrzących na mnie jak sępy, bo może coś mi wypadnie z koszyka... Dla mnie to jest totalnie niezrozumiałe. Dlaczego nie można dać normalnej ilości tych produktów, tak żeby przez cały tydzień można było je kupić... Lubię produkty marki Lupillu, te dla niemowląt są na prawdę fajnej jakości, dużo lepsze niż z Tesco... Wzory są czasami na prawdę cudowne. Lubię ich buty, czasami kupuję dla Franka po dwie trzy pary, bo nie są rewelacyjnej jakości, szybko się niszczą, ale są ładne.
Jednak nie chcę walczyć o każdą rzecz, nie chcę stać w tłumie ludzi zaciekle szukających swojego i nie chcę jeździć do Lidla na darmo.
Wczoraj byłam z kolejną misją. Wzory z najnowszej gazetki na prawdę mega nam się podobały. Chciałam kupić wszystko co mi się podoba, bo Jaś ma braki w garderobie (chyba komuś pooddawalam część ubrań). Myślałam, że trochę się poprawiło w tym temacie, bo ostatnio kupując dla Frania buty byłam mile zaskoczona. Jednak się pomyliłam. O 10tej kosze z ubrankami chlopiecymi były już prawie puste, piżamek nie było wcale, mniej chodliwych kolorów sporo, to co się podobało najbardziej, zniknęło... Oczywiście kosz dziewczęcy wypełniony po brzegi.
Mam niesmak jak chodzę do tego sklepu. Zupełnie nie rozumiem tej polityki, przecież wstawiają te produkty do sklepu bo chcą je sprzedać...
Mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz